|
|
Rozpoczynamy druk cyklu poświęcony problematycznemu zagadnieniu: "jak odzyskać odszkodowanie po zdarzeniu drogowym i nie dać się wyr...olować".
Artykuły będą poparte przykładami, które faktycznie miały miejsce. Dane osób poszkodowanych i ich pojazdów będą zmienione.
Sprawa, którą zajmiemy się w tym miesiącu, dotyczy procederu stosowanego z coraz większym upodobaniem przez towarzystwa ubezpieczeniowe. Kwestia dotyczy zarzutu ubezpieczycieli, że właściciel pojazdu przed nastąpieniem kradzieży dorobił kluczyk i nie dołączył go do akt szkody! Tym samym towarzystwa ubezpieczeniowe zarzucają poszkodowanym, że sami kradną swoje pojazdy lub sprzedają, zgłaszając kradzież! Oczywiście, ubezpieczyciel ma na to "dowody", a wartość tych "dowodów" wykażemy poniżej.
Z takim zarzutem spotkał się nasz klient Grzegorz Prost poruszający się do niedawna motocyklem Cagiva. Pojazd zakupił w komisie u dealera w Warszawie (był jego trzecim właścicielem), ubezpieczył go, sądząc, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Warto nadmienić, że Grześ to porządny gość, płaci podatki, ma stałą pracę na kierowniczym stanowisku, ma żonę i dzieci.
Pewnej soboty Grzegorz wybrał się Cagivą na giełdę motocyklową w Warszawie. Motorek zostawił przed bramą i poszedł zobaczyć, co tam na straganach. Po mniej więcej godzinie wrócił do rumaka, a tego nie ma - ktoś się nie bał i go za...brał. Wezwał policjantów, ci przyjechali, wsadzili do radiowozu i pojeździli po okolicy. W komisariacie spisano protokół i nasz klient wrócił do domu, a że to była sobota, towarzystwo ubezpieczeniowe powiadomił dopiero w poniedziałek. Do akt szkody dołączył dokumenty motocykla wraz z kluczykami. Podpisał, co kazali, i poszedł do domu czekać na pieniążki.
Po dwóch miesiącach Grześ otrzymał umorzenie z prokuratury, poszedł więc wyrejestrować pojazd w wydziale komunikacji i z tymi dokumentami udał się do pani likwidator. Złożył dokumenty; znowu kazali czekać. Cierpliwie czekał, aż listonosz zamiast spodziewanych pieniędzy przyniósł list z zakładu ubezpieczeń z odmową wypłaty odszkodowania. Odmowa uzasadniona została w trzech zdaniach:
Uprzejmie informujemy, że odmawiamy wypłaty odszkodowania za zgłoszoną szkodę w pojeździe marki Cagiva nr rej. DD666 .W wyniku analizy akt szkodowych i przeprowadzonych czynności wyjaśniających stwierdzamy, że kradzież powstała w innych okolicznościach, niż podano w zawiadomieniu o szkodzie. W przypadku niezgadzania się z naszą decyzją można w terminie 30 dni od daty jej otrzymania odwołać się do Oddziału Okręgowego PZU S.A. w Warszawie - za naszym pośrednictwem.
Ilu z nasz otrzymało taki sam bełkot?
Grzegorz wsiadł w samochód i dalej jazda do inspektoratu i pyta: O co tu, k...urcze, chodzi, przecież przyniosłem i napisałem wszystko, co chcieliście. A pani likwidator na to: Dorobił pan kluczyk i skradł sobie motocykl!.
I tu dopiero zaczyna się batalia o należne pieniądze. Grzegorz, nie wiedząc co robić, poszedł do agenta, który wystawił mu polisę, ten zadzwonił do nas i po uzgodnieniu szczegółów zaczęliśmy drążyć/analizować temat.
Okazało się, że zakład ubezpieczeń przekazał sprawę do współpracujących z nim detektywów. Wśród nich najłatwiej spotkać byłych milicjantów i esbeków. Jako specjaliści ds. zeznań przesłuchali Grzegorza, a kluczyki przekazali do "specjalisty" z dziedziny mechanoskopii (nauka zajmująca się badaniem śladów na metalach, m.in. na kluczykach). Cóż ustalili owi "spece"? Tu cytat z opinii wydanej przez detektywów:
W sprawie przeprowadzono postępowanie wyjaśniające w toku:
- rozpytano użytkownika Pana Grzegorza P., podtrzymał okoliczności kradzieży;
- przekazano akta do Rzeczoznawcy z zakresu mechanoskopii, który stwierdził, że:
klucze są oryginalne /jeden klucz był używany wielokrotnie, drugi klucz krótkotrwale/klucz wielokrotnie używany był kopiowany. Po kopiowaniu klucz prawdopodobnie nie był używany/drugi klucz nie nosi śladów kopiowania.
Przeprowadzona ekspertyza podważa wyjaśnienia złożone przez poszkodowanego.
PODSUMOWANIE: Na podstawie materiałów uzyskanych w toku przeprowadzonego postępowania wyjaśniającego można stwierdzić, iż poszkodowany podał nieprawdziwe dane w zawiadomieniu o szkodzie na okoliczność wykonania do pojazdu dodatkowych kluczy. Z uwagi na fakt, iż klucz, z którego korzystał Pan Grzegorz P., po skopiowaniu nie był używany, nasuwa wniosek, iż pojazd został sprzedany lub skradziony z kolejnym kluczem, o którego istnieniu informacja została zatajona. Wobec powyższego wnoszę o wydanie decyzji odmawiającej wypłatę odszkodowania.
W momencie gdy wraz z klientem zaczęliśmy analizować sprawę i ujawniać nieprawidłowości oraz demaskować oszustwo, jakiego dopuścił się ubezpieczyciel, ten złożył zawiadomienie do prokuratury o próbie wyłudzenia odszkodowania przez Grzegorza. Tak to okradziony stał się przestępcą, który próbuje okraść biedne towarzystwo.
Sprawa w prokuraturze ciągnęła się ok. 2,5 miesiąca. Grzegorz przez ten czas osiwiał z nerwów. Oberwało się też rodzinie. Nadmienię tylko, że Grześ z tych oskarżeń zbudował całą teorię spisku, zaczął nawet oskarżać swojego syna o to, że on lub jego koledzy mogli dorobić kluczyk i ukraść motocykl, a potem go rozbić itd. Jednym słowem, niewąska paranoja.
W czasie, gdy policja na wniosek prokuratury prowadziła postępowanie wyjaśniające w związku ze złożonym doniesieniem przez zakład ubezpieczeń, my zaczęliśmy rozgryzać całą sprawę. Pod lupę wzięci zostali wszyscy ludzie, którzy mieli dostęp do kluczyków od motocykla (poprzedni właściciele Cagivy, rodzina, przyjaciele i koledzy Grzesia, pracownicy serwisu). Powstała dość pokaźna lista. W drodze eliminacji wyszło na to, że nikt nie mógł tego zrobić.
Kolejną kwestią było ustalenie zasady prawidłowości likwidacji szkody przeprowadzonej przez towarzystwo. Okazało się, że był to strzał w dziesiątkę. W toku postępowania ustaliliśmy, że badanie mechanoskopijne jest stosunkowo młodą dziedziną nauki polegającą m.in. na badaniu za pomocą mikroskopu kluczyka, a w zasadzie jego części z ząbkami. Za pomocą tego badania można ustalić z dużym prawdopodobieństwem, czy kluczyk był używany (często czy rzadko), czy kluczyk jest oryginalny czy był dorabiany itd. Specjalista ds. mechanoskopii, który zrobił mi krótki wykład na temat tej dziedziny nauki, widząc opinię załączoną do akt szkody, kategorycznie zaprzeczył, że badanie mechanoskopijne jest w stanie potwierdzić w pełni, czy kluczyk po dorobieniu był używany. Co więcej, pan mechanoskop jako biegły sądowy zwrócił moją uwagę na jeszcze jedną rzecz w sprawie, a mianowicie na sposób zabezpieczenia kluczyków przez towarzystwo ubezpieczeniowe po odebraniu ich od Grzesia. Kluczyki odebrane od Grzegorza nie były zabezpieczone w żaden sposób. Dostęp do nich mieli wszyscy pracownicy inspektoratu, a także przesłuchujący Grzesia "detektywi". Kluczyki mogły więc zostać dorobione już po dołączeniu ich do akt sprawy w celu oddalenia roszczenia poszkodowanemu (co najczęściej połączone jest z funduszem premiowym firmy).
Wszystko skończyło się jak w bajce. Prokurator wobec zgromadzonej przez nas dokumentacji natychmiast umorzył postępowanie. Towarzystwo wobec dowodów poprosiło o zakończenie sprawy ugodą, na co Grzegorz przystał, choć niesmak i żal do zakładu ubezpieczeniowego pozostały.
Krzysztof G. Kawałowski
| |
|