<?xml version="1.0" encoding="utf-8"?>
<rss version="2.0">
	<channel>
		<title>Wasze historie</title>
		<link>http://www.mysite.com</link>
		<description>Comments</description>
		<language>en</language>
		<lastBuildDate>Fri, 23 Mar 2012 09:38:30 +0100</lastBuildDate>
		<generator>Commentics</generator>
		<ttl>60</ttl>
		<image>
			<url>http://www.mysite.com/favicon.ico</url>
			<title>Wasze historie</title>
			<link>http://www.mysite.com</link>
			<width>16</width>
			<height>16</height>
		</image>
		<item>
			<title><![CDATA[dudik's Comment]]></title>
			<link>http://www.apu.pl/waszehistorie.php</link>
			<description><![CDATA[Nie ma co ubezpieczyciele to istne sk....syny. Jak do płacenia to pierwsi jak do wypłaty ostatni.]]></description>
			<pubDate>Fri, 23 Mar 2012 09:38:30 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">4</guid>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Moni's Comment]]></title>
			<link>http://www.apu.pl/waszehistorie.php</link>
			<description><![CDATA[faktycznie czytając to przypominają się złe wspomnienia. Znajomy powiedział żebym weszła na ta stronę, czy to ktoś nie opisał mojej historii. Ale nie to nie moja historia, choć wszystko niemalże identyczne.<br />Bardzo Panu wsp&oacute;łczuję i życzę powrotu do normalności. Może ja też opiszę swoją historię?<br />M.]]></description>
			<pubDate>Mon, 19 Dec 2011 09:43:08 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">3</guid>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Jacek's Comment]]></title>
			<link>http://www.apu.pl/waszehistorie.php</link>
			<description><![CDATA[Potraktuję to miejsce jako swoją terapię. Możliwość podzielnia się swoimi przeżyciami i uczuciami z tymi co przechodzili przez podobną gehennę po wypadku.<br />Piekło przez jakie zmuszony zostałem przejść przez klienta zakładu ubezpieczeń. Uszkodzeniu uległ m&oacute;j kręgosłup w okolicy lędźwiowej (b&oacute;l odczuwam do dnia dzisiejszego), kark, głowa, zmiażdżona noga lewa &ndash; kość piszczelowa i strzałkowa, przez co o kulach chodziłem przeszło rok czau, przedziurawiona stopa lewa i złamane kości śr&oacute;dstopia, stłuczenia, otarcia, głębokie rany nogi lewej, zdarta sk&oacute;ra łokcia, złamanie szczytu kostki bocznej podudzia, zdarta sk&oacute;ra rąk, ogromne bolesne siniaki na całym ciele, kt&oacute;re zeszły dopiero po 3 miesiącach. To co opisałem stanowi dopiero namiastkę cierpienia i b&oacute;lu, przez jaki przeszedłem przez okres tych 2 lat, choć mimo tego, że od wypadku minęło prawie 8 lat to b&oacute;le i lęki pozostały do dnia dzisiejszego.<br />Po wypadku poza okolicą lędźwiową kręgosłupa odczuwałem bardzo silne b&oacute;le w okolicy karku, w wyniku czego nie mogłem ruszyć głową prze około 9 dni. Lekarze twierdzą, że uszkodzenia kręgosłupa mogą w całości ujawnić się nawet teraz, bo sztywnienia pozostały.<br />Uraz kręgosłupa (karku i lędźwi) spowodował brak możliwości samodzielnego poruszania się przez około 5 dni w czasie pobytu w szpitalu. Dopiero po upływie tego okresu miałem możliwość powolnego, samodzielnego przesuwania się po ł&oacute;żku (po mimo b&oacute;lu). Niestety b&oacute;l kręgosłupa w okolicy lędźwiowej nie ustąpił do dnia dzisiejszego.<br />Po wypadku utraciłem na chwilę świadomość po ocknięciu się poczułem ogromny b&oacute;l kręgosłupa, karku, głowy i zmiażdżonej nogi od kolana w d&oacute;ł.<br />Do niezmiernego b&oacute;lu dołączył się jeszcze ogromny stres, gdyż po powrocie świadomości stwierdziłem, że sprawca zdarzenia albo jest niedorozwinięty umysłowo albo nie ma zielonego pojęcia, jak powinien zachować się uczestnik zdarzenia, w kt&oacute;rym są osoby poszkodowane.<br />Prosiłem sprawcę wypadku, kt&oacute;ry mi jeszcze odgrażał, aby pom&oacute;gł mi zdjąć plecak, lecz kierowca stanął obok mnie i opierając się o barierkę zaczął palić papierosa. Owy plecak uratował mi kręgosłup i dzięki niemu nie skończyłem na w&oacute;zku inwalidzkim. Problemy z kręgosłupem mam jednak do tej pory.<br />Tak samo bez odzewu zakończyła się moja prośba o pomoc w zdjęciu kasku i usztywnieniu nogi lewej, kt&oacute;ra była złamana w połowie łydki i leżała pod kątem prostym, zrobiło się z tego drugie kolano.<br />Kolejne chwile grozy przeżyłem leżąc na ulicy na prawym pasie. Gdyby kierowcy pojazd&oacute;w poruszających się ul Woronicza w kierunku Al. Niepodległości nie zauważyli wypadku i pr&oacute;bowali ominąć stojący traktor, wjechaliby bezpośrednio na mnie. No c&oacute;ż sprawca jakoś nie słyszał o konieczności ustawiania tr&oacute;jkąt&oacute;w ostrzegawczych a na moją prośbę dotyczącą postawienia takiego tr&oacute;jkąta stwierdził, że przestawi traktor, bo będzie przeszkadzał w ruchu innym uczestnikom drogi &ndash;o zgrozo!!!.<br />Żeby absurdu i koszmaru było mało w niewielkiej odległości ode mnie leżał m&oacute;j ukochany motocykl z kt&oacute;rego wyciekała benzyna na ulicę. Zwr&oacute;ciłem się z prośbą do sprawcy, aby podni&oacute;sł motor i wyjął kluczyk ze stacyjki, a przede wszystkim zgasił papierosa, bo wszystko może zaraz się zapalić. W tym momencie ten &bdquo;PAN&rdquo; przeszedł samego siebie stwierdzając, że : &bdquo;lepiej nie będzie podchodził do motoru bo jeszcze wybuchnie&rdquo;.<br />Stres, jaki przeżyłem i myśl o tym, co mogło się stać nie dają mi spokoju, a to pozostawiło sw&oacute;j ślad na psychice.<br />Cały ten czas od momentu zdarzenia był podszyty narastającym stopniowo &bdquo;w tle&rdquo; b&oacute;lem &ndash; przypuszczam, że adrenalina zaczęła powolutku ustępować, a na jej miejscu pojawił się ogromny b&oacute;l kt&oacute;ry stał się nieznośny. Z tego powodu kilkakrotnie straciłem kontakt z rzeczywistością.<br />Po kilkunastu minutach koszmaru, leżąc na ulicy, ktoś zadzwonił po karetkę pogotowia i policję.<br />Karetka zjawiła się po 10 minutach a Policja po około 20, lecz od wypadku do ich wezwania minęła cała wieczność.<br />Po udzieleniu mi pierwszej pomocy przez pracownik&oacute;w pogotowia (założono mi kołnierz usztywniający na szyję i usztywniono nogę, oraz podłożono coś pod kręgosłup lędźwiowy) zostałem zabrany na noszach do karetki.<br />Po otrzymaniu dawki narkotyk&oacute;w na uśmierzenie b&oacute;lu zostałem przewieziony do szpitala na ul Stępińskiej. Przypominam, że każdy wyb&oacute;j na drodze wiązał się z ogromnym b&oacute;lem, co w efekcie zakończyło się ponowną utratą świadomości.<br />Po przełożeniu mnie z noszy Pogotowia Ratunkowego na ł&oacute;żko Izby Przyjęć szpitala na ul Stępińskiej lekarze dyżurujący tejże plac&oacute;wki stwierdzili, że nie mają miejsc i muszę z powrotem wr&oacute;cić do karetki i zostać przewieziony do innego szpitala. Więc zostałem z powrotem przerzucony na nosze pogotowia i ruszyłem na &bdquo;wycieczkę&rdquo; po naszych Warszawskich drogach do szpitala na ul Barskiej, w karetce otrzymałem kolejną dawkę narkotyk&oacute;w na uśmierzenie b&oacute;lu.<br />Na korytarzu Izby Przyjęć szpitala na Barskiej spędziłem ok. 1 godziny, gdzie wszyscy pacjenci Ostrego Dyżuru patrzyli na mnie jak na kalekę, ze wsp&oacute;łczuciem w oczach &ndash; było to straszliwie krępujące i frustrujące. W czasie przyjmowania na izbie przyjęć zjawili się Policjanci i zbadali mnie na zawartość alkoholu w organizmie, oczywiście wyszło 0 promila w wydychanym powietrzu.<br />Po ponownym usztywnieniu nogi lewej i kręgosłupa wykonano mi kilkanaście zdjęć kręgosłupa i nogi. Po około 1 godzinie z izby przyjęć zostałem przewieziony na salę operacyjną w celu nastawienia nogi, ponieważ zachodziło prawdopodobieństwo, że zmiażdżone kości strzałkowa i piszczelowa rozerwą sk&oacute;rę podudzia i zrobi się z tego złamanie otwarte. Na sali przedoperacyjnej zostałem przygotowany do zabiegu. W tym celu została mi przewiercona pięta lewa na wylot wiertarką z wiertłem (taką jak są w sklepie) i założono mi wyciąg, kt&oacute;ry wyglądał jak podkowa.<br />Na sali operacyjnej trzech lekarzy pr&oacute;bowało mi nastawić prowizorycznie nogę w tym celu ciągnęli za podkowę i &bdquo;nakładali&rdquo; końc&oacute;wki rozerwanej kości piszczelowej i strzałkowej na siebie, jednak za każdym razem kość się rozchodziła. B&oacute;l był tak ogromny, że pomimo znieczulenia dw&oacute;ch lekarzy zmuszonych było trzymać mnie a trzeci nastawiał nogę. Zabieg zakończył się niepowodzeniem. Lekarze zdecydowali o zaprzestaniu dalszego zamęczania mnie w momencie, gdy na dobre straciłem przytomność z b&oacute;lu. Następnie noga została zagipsowana i z założonym wyciągiem około godziny 2 w nocy zostałem przetransportowany na salę oddziału chirurgii og&oacute;lnej. Sala na kt&oacute;rej się znalazłem była obskurnym, dusznym, pokojem sześcioosobowym, z jedną umywalką i oknami od południa co nie jest bez znaczenia biorąc pod uwagę, że był koniec maja i na sali gdzie zawsze ł&oacute;żka były zajęte panowały warunki niczym w saunie.<br />Po wypadku zostałem przykuty do ł&oacute;żka w pozycji leżącej na wznak na miesiąc czasu. Biorąc pod uwagę uszkodzony kręgosłup przez pierwszy tydzień nie mogłem nawet zmieniać pozycji.<br />Ponad to pikanterii mojemu pobytowi w szpitalu dodaje fakt, że byłem najdłużej przebywającym pacjentem na oddziale inni przychodzili i wychodzili, a ja jak przyszedłem tego felernego dnia tak nie mogłem wyjść.<br />Przez okres 3 tygodni zmuszony byłem do oddawania kału do basenu a moczu do kaczki przy wszystkich obecnych na sali. Za każdym razem, kiedy chciałem się załatwić musiałem prosić Panią salową o przyniesienie kaczki bądź basenu, a po zakończeniu o ich odniesienie z zawartością.<br />Uczucie skrępowania i zażenowania oraz smr&oacute;d, jakie temu towarzyszyły są trudne do opisania. Czułem się bardzo upokorzony tym, że starsze kobiety muszą mi pomagać przy tak osobistych czynnościach. Uczucie ogromnego wstydu i utracona godności dla młodego, silnego człowieka w minimalnym stopniu oddają to przez co musiałem przejść.<br />Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze problem z utrzymaniem należytej higieny osobistej. W moim przypadku zmuszony byłem do mycia się w misce z pomocą os&oacute;b trzecich takich jak salowe, moja mama lub narzeczona.<br />Moja lewa noga znajdowała się przez okres 16 dni na wyciągu w tym celu jak wspominałem wcześniej została mi przewiercona pięta na wylot i założony gips kt&oacute;ry następnie został rozcięty na p&oacute;ł w poprzek. Lekarze pozostawili mi moją chorą nogę na wyciągu i w rynience z gipsu. M&oacute;j kolejny koszmar rozpoczął się po 10 dniach, gdy poczułem pieczenie i b&oacute;l w okolicy dolnej krawędzi pięty. Po stanowczej prośbie mojej mamy lekarz nadciął gips i okazało się, że pięta lewej nogi zaczyna gnić. Smr&oacute;d jaki wydobył się z rany rozni&oacute;sł się podobno po całym korytarzu, a na sali Ci co mogli chodzić pouciekali. Śladu już nie ma po tej ranie jednak przez dwa dni zachodziła obawa, że wda się zakażenie do rany i trzeba będzie amputować stopę. Na całe szczęście wszystko skończyło się &bdquo;dobrze&rdquo;, ale swoje przeżyłem.<br />Zamiast wakacji i wypoczynku po całym roku pracy i nauki jednocześnie został mi &bdquo;zafundowany&rdquo; przez sprawcę wypadku, miesięczny pobyt w szpitalu w smrodzie, duchocie i cierpieniu. Brak snu i konieczność brania silnych lek&oacute;w na sen oraz lek&oacute;w przeciwb&oacute;lowych 3 razy dziennie i raz w nocy nie pozostaną zapewne bez uszczerbku na moim zdrowiu. Trudno wypoczynkiem nazwać ciągły stres, związany z nim b&oacute;l głowy, a utrata godności, wstyd i upokorzenie pozostaną już do końca życia. Osobiście nikomu tego nie życzę nawet największemu wrogowi.<br />Sam wypadek odbił się bardzo niekorzystnie na mojej kondycji finansowej.<br />Po doznanych obrażeniach na nodze (kolanie, piszczelu i stopie) pozostały rozległe blizny kt&oacute;re zostaną już na zawsze. I jak ja mogę pokazać się na ulicy w kr&oacute;tkich spodenkach, wyglądam niczym Frankenstein. Nie dość, pewnie w okresie kiedy będzie ciepło będę kulał na uszkodzoną nogę, to jeszcze będzie bardzo chuda i te rany. Pytam się Państwa co mam zrobić gdy chodzenie w upalne dni w długich spodniach będzie nie do wytrzymania?<br />Każda zmiana pogody, każde uderzenie, dłuższe chodzenie lub jakieś wyjazdy wycieczki piesze itp. nosi ze sobą nieznośny b&oacute;l. Nie mogę chodzić po g&oacute;rach jak po 6 latach po wypadku poszedłem na Kasprowy to nie mogłem zejść kolano odm&oacute;wiło posłuszeństwa.<br />Do dziś Ketonal jest ze mną cały czas ze względu na nawracające silne b&oacute;le.<br />Motory sprzedałem, a żal i uczucie bezsilności pozostało.]]></description>
			<pubDate>Sun, 18 Dec 2011 17:18:52 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">2</guid>
		</item>
	</channel>
</rss>
